Refleksje po artykule Gazety Wyborczej „Spinaj się, to twój ślub”

Jak pisałam dwa posty temu, Gazeta Wyborcza w swoim wydaniu świątecznym dała duży artykuł o fotografii ślubnej, publikując sporo zdjęć członków PSFŚ w tym i moje na okładce.
Oczywiście to cieszy, dziękuje za wszystkie gratulacje:)
Cieszy publikacja, ale przede wszystkim cieszy, że w końcu ktoś spróbował zmierzyć się z takim nieoczywistym tematem jak fotografia ślubna.

Niemniej tekst zawiera uproszczenia obok których nie można przejść obojętnie.
(Artykuł można przeczytać tu)

Poniżej zamieszczam mail, który wysłałam do redakcji Gazety.

—————————————————

Po przeczytaniu artykułu pani Lidii Ostałowskiej mam, jak to się zwykło mówić, mieszane uczucia.

Bo z jednej strony fantastycznie, że ktoś pisze w końcu o fotografii ślubnej, temacie z którym chyba każdy się zetknął, czy jako bohater zdjęć ślubnych, czy jako osoba je oglądająca, temacie od którego Internet aż pęka w szwach, ale który jest uporczywie pomijany przez media.

Ale z drugiej strony artykuł pozostawia duży niedosyt. A skąd on wynika – o tym pokrótce.

Przede wszystkim są dwie przestrzenie w których porusza się fotograf ślubny – reportaż i plener.

Jeśli idzie o reportaż, to każdy fotograf rozgrywa to inaczej. Widziałam już bardzo wiele – kamerzystów reżyserujących każdy ruch pary młodej, przerywających kluczowe wydarzenia dla lepszego sfilmowania bądź zmiany miejsca.
Takie kwiatki zarówno u filmowców, jak i fotografów były i będą, niemniej trend „reżyserowania wydarzeń” postrzegany jest negatywnie przez wszystkich świadomych fotografów, a na pewno przez członków Polskiego Stowarzyszenia Fotografów Ślubnych, których zdjęciami artykuł był w głównej mierze ilustrowany.

Ideałem jest być „fly on the wall” – czyli być w środku wydarzeń, ale jednocześnie pozostać niewidocznym obserwatorem.

Zanim przejdę do drugiej i całkowicie autonomicznej przestrzeni, czyli pleneru ślubnego chciałabym w kilku słowach skomentować cytat moich słów użyty w tekście, który mimo, że wierny, wpisuje mnie w estetykę „landrynkowego kłamstwa okołoślubnego”, gdy tymczasem moje podejście jest całkiem inne.

„Reportaż jest zbyt okrutny dla ludzi” – tak, oczywiście. Ale z dopowiedzeniem – surowy, środowiskowy reportaż jest zbyt okrutny dla ludzi i ta estetyka w mojej ocenie nie nadaje się na reportaż ślubny. Lubię ludzi, lubię ich pokazywać od ich korzystnej strony, znam potrzeby kobiece podobania się sobie na zdjęciach – to wszystko łagodzi ostrość i surowość reportażu, ale przecież nie zakłamuje rzeczywistości, bo jest tylko jedną z prawd którą można pokazać o ludziach i zdarzeniach. I tak jak każdy reportaż, reportaż ślubny jest przefiltrowany przez wrażliwość i sposób postrzegania świata przez fotografa, dlatego mamy takie zróżnicowanie na polskich rynku fotografii ślubnej. A już na pewno zdjęcia ślubne, gdy mowa o dobrej fotografii ślubnej, nie polegają, wbrew temu, co twierdzi szef działu foto Gazety, pan Piotr Wójcik, na sprowadzaniu każdego kadru do landrynki, którą chciałoby się schrupać, na usuwaniu w Photoshopie każdego niepasującego do owej landrynki elementu.
Tzw. zaśmiecacze kadru często stanowią o istocie i klimacie miejsca, fotograf od tego jest, by spożytkować je na swoją korzyść, zgodnie z ideą, że każdą wadę da się przekuć na zaletę.

Tego spojrzenia na fotografię ślubną bardzo zabrakło w artykule pani Lidii – z jednej strony rozumiem, że dziennikarz nie ma obowiązku przestawiać wszystkich punktów widzenia, ale z drugiej myślę, że uzupełnienie tekstu o ten aspekt pokazałoby pełniejszy, prawdziwszy obraz fotografii ślubnej.

Jeśli idzie o plener ślubny to ma on całkowicie inną naturę i estetykę niż reportaż i nie powinien być z nim mylony, ani scalany w jedno. To są zdjęcia „z okazji ślubu” i nie udają tych robionych w dniu ślubu. Tu można pozwolić sobie na wszystko – a co znaczy „wszystko”, to jest do ustalenia między fotografem a parą. Efektem są zdjęcia które czasem mają sporo z fotografii fashion, lifestyle, które czasem są bliskie kompozycji graficznych, czasem wpadają w baśniowe klimaty, a czasem krążą w okolicach fotografii koncepcyjnej – tzw. „zdjęcie z pomysłem”– przykładem zdjęcie Bartka Jastala z sesji zaręczynowej, Adama Trzcionki z obcinaniem krawata, czy moje z nawiązanie do „Damy z łasiczką”.

Niestety, wrażenie po przeczytaniu artykułu jest takie, że ważniejsze od pokazania często wielowątkowej prawdy o współczesnej fotografii ślubnej jest odkrywanie przed czytelnikiem świata dziwacznych pomysłów biznesu okołoślubnego.

Szkoda, ale jako że tematy ślubne, zwłaszcza w okresie letnim, bardzo żywo wszystkich interesują, mam nadzieję, że będzie jeszcze niejedna okazja do pogłębienia tematu.

Czego Gazecie, Czytelnikom, wszystkim fotografom ślubnym i sobie życzę.

Anna Kalina Ciesielska

Tags:

8 Responses to “Refleksje po artykule Gazety Wyborczej „Spinaj się, to twój ślub””

  1. Adam Śmiałek Says:

    Mogę się tylko zgodzić ze słowami Kaliny (tym razem ;) ale na coś szczególnie chcę zwrócić uwagę. Pojawiła się szczerość, delikatna szczerość, dodam, co budzi u mnie pozytywne reakcje. Czymże powinien być ów słynny plener? Właśnie, to piękna strona życia. Może czasem ten i ów posuwa się byt daleko w szukaniu owego, jednakże dobry fotograf pokaże co najlepsze w tym co zwyczajne. A że nie trafi w gusta każdego? Ależ do niemożliwe, że tak powiem, z definicji :)

  2. Kasia Kor Says:

    Dokładnie Aniu jak napisałaś. Byłam bardzo rozczarowana artykułem, cieszę się, że napisałaś do gazety. Dobór zdjęć był podszyty tezą i to jeszcze bardziej rozczarowało. Wycinek obrazu fotografii ślubnej, o którym można by pisać i pisać, i pisać…

  3. Kuba Says:

    zgadzam się w 100% z tym co napisałaś w mailu. Moje myśli czytając tego maila były zgodne z tym co zawarłaś mailu. Najbardziej mnie wkurzyła teza o reżyserowaniu sesji. Mam nadzieje, że Twoja wiadomość zostanie zauważona przez „wielkich redaktorów” z każdej gazety nie tylko Wyborczej.

  4. Paweł Says:

    Ludzie pisząc takie artykuły szukają sensacji. Wiadomo, że każdy chce dobrze wyglądać w dniu swojego ślubu i tak chce być postrzegany. Autorka piętnuję cukierkowość reportaży, a tak na prawdę w tej samej gazecie, czy w innych gazetach tego wydawnictwa można znaleźć treści, gdzie dokładnie tymi zasadami kierują się ich autorzy.

  5. Piotr Massalski Says:

    A ja się nie zgadzam…
    Przecież ten artykuł nie jest o fotografii ślubnej tylko o socjologicznym i antropologicznym wymiarze współczesnego ślubu. Owszem fotografia ślubna jest tu bardzo ważna kanwą do snucia antropologicznych spostrzeżeń ale powtarzam jeszcze raz nie jest sama w sobie tematem artykułu Pani Ostałowskiej.
    Autorce, tak długo jak nie zajmuje się FŚ samą w sobie wolo w dowolny, zgodny z prawem sposób dobierać fotografie dla ilustracji snutej przez siebie opowieści.
    Ostatnią kwestią są wyzierające gdzieniegdzie uogólnienia dot. fotografów i ich pracy. Wiadomo są fotografowie chałturnicy (niestety w przewadze) i są tacy, których prace można bez problemu powiesić na ścianach galerii czy umieszczać na okładkach czasopism. Myślę jednak, że nie warto dobijać się o zauważenie niebanalnych prac czy solidnego warsztatu bo ostateczną ich weryfikacją jest dobry smak i zadowolenie fotografowanych.
    Czego wszystkim czytającym i sobie życzę.

    Ps.
    A w ogóle to setnie się umęczyłem czytając ten artykuł. Moja żona twierdzi że L. Ostałowska ciężko pisze.
    Pozdrawiam
    PM

  6. Radek Radziszewski Says:

    Przejrzałem artykuł w wyborczej i powiem że jestem wstrząśnięty już nie samym słowem pisanym ale zdjęciami które tam trafiły nie wiem kto dokonywał wyboru zdjęć do publikacji ale w moim odczuciu wybrano chyba najgorzej z możliwych – powiem szczerze że mam wrażenie powrotu do styropianowych kolumienek z których wszyscy się śmiejemy…

    O ile zdjęcie na okładce jest fajne i nawiązuje do tematu artykułu to większość wybranych zdjęć zamieszczonych w samym artykule jest dla mnie nie zrozumiała. Dziwi mnie to tym bardziej że każdy z autorów wymienionych w artykule posiada w swoim dorobku piękne zdjęcia – mające prawdziwe emocje, złapane sytuacje…

    Po tej publikacji zastanawiam się w którą stronę zmierza PSFŚ (Polskie Stowarzyszenie Fotografów Ślubnych)

  7. Artur Says:

    Szkoda, że fotografia została spłaszczona…”Fotograf lub filmowiec pełnią kanoniczną funkcję księdza. Bez nich się nie da, znika świętość.” i „Filmowiec i fotograf są mistrzami ceremonii.” i … szkoda, ze w tekście GW dużo mówi się o reportażu fotograficznym a nie popiera tego zdjęciami.
    Kalina – tekst bardzo dobry napisałaś i mam nadzieję ,że się ukarze.

  8. Dawid Fuz Says:

    Nie od dziś wiadomo jaki warsztat , kunszt dziennikarstwa przedstawia GW.
    Dla mnie jest niski i nie czytam tej gazety.
    Szkoda także ciekawego tematu jaki został podjęty i w pewien sposób wypaczony .

Leave a Reply