Archive for the ‘on location’ Category

Strona 2 z 212

Lucyna i Wojtek środa, listopad 19th, 2008

Lucyna i Wojtek wzięli ślub w zeszłym roku 17 sierpnia. Spokojnie, spokojnie – aż takiego opóźnienia w oddawaniu zdjęć to nie mam:)
W tym roku spotkaliśmy się ponownie – w przepięknym, starym, drewnianym domu rodziców Wojtka w Białymstoku.
…i mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze nie raz, i nie dwa:)

Ale po kolei. Najpierw mały set ze ślubu:

——————————————————————

Lucyna and Wojtek got married on August 17th 2007. Don’t worry, I’m not that far behind the schedule with delivering your wedding photos :)
This year we met again – in Białystok, in a beautiful old wooden house belonging to Wojtek’s parents.
And I do hope that we’ll meet again. And again… :)

But one thing at a time! Firstly, a short set of wedding photos:

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

.. w takim niezwykłym, klimatycznym domu z duszą, zdjęcia robią się same ..

——————————————————————

.. in such an special place, in an atmospheric house with a soul
photos take care of themselves, you don’t have to do anything ..

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

A tu już na szybko improwizowany, krótki białostocki plener małżeński:

——————————————————————

And now a short marital outdoor session improvised on the spot:

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

(Nie) grzeczne dziewczynki i dobre wróżki, czyli jak to się zaczęło niedziela, marzec 16th, 2008

Ciekawe, że najczęstszym pytaniem jakie ostatnio słyszę nie jest: ile dostaniemy zdjęć?, czy nawet, o zgrozo! masz czas umówić się na piwo?;), tylko a powiedz, jak to się stało, że zaczęłaś fotografować?

No więc już odkąd zaczęłam raczkować nie rozstawałam się ze swoją smieną, alfabetu uczyłam się na książkach Dederki..
Eeeh, no dobra, chyba komuś podebrałam życiorys;)

Tak naprawdę to jestem niespełnionym talentem literackim. Już jako siedmiolatka opublikowałam swoją pierwszą powieść:


moja pierwszafascynujacaniezwyklamrocznapowiesc

Niestety, z ogromną stratą dla polskiej i światowej literatury pięknej, drugiej ani trzeciej nie było.

A co do zdjęć, to rzeczywiście miałam kiedyś jakąś smienę. Ale jedyne zdarzenie związane z nią jakie pamiętam, to to, kiedy po wycieczce klasowej zostawiłam ją w autokarze. Bałam się wrócić do domu i powiedzieć o tym rodzicom, więc schodziłam całe Bródno szukając na listach lokatorów nazwiska mojej wychowawczyni, w nadziei, że może ona będzie wiedziała jak się skontaktować z kierowcą autobusu.

Potem było długo długo długo nic. Nie licząc wakacji, kiedy w wieku nastu lat znalazłam gdzieś w szafie starego kijewa, kupiłam czarnobiałą klisze i postanowiłam, że będę robić zdjęcia artystyczne. Wyszła z tego taka przeraźliwa kiszka, że obraziłam się na tego kijewa na śmierć. I nie uwierzyłabym wtedy za nic, że fotografia kiedykolwiek do mnie wróci .

No ale w końcu przyszedł Internet i Allegro i pojawiła się potrzeba przenoszenia obrazów na ekran komputera. Pomyślałam sobie – co mi szkodzi – kupię sobie ten aparat.

Był marzec 2002 – zaczęłam szperać po necie, wyszukiwać opinie. W końcu wybrałam Olympusa Camedie 2020. Kiedy przeglądałam aukcje na Allegro, moją uwagę przykuł jeden sprzedający. W dość specyficzny sposób reklamował swoje towary (ta minolta, to naprawdę świetny aparat, ale raczej nadaje się dla dziecka. Sprzedaję, bo generalnie wolę olympusy), no ale przede wszystkim wydał mi się profesjonalnym fotoamatorem. Postanowiłam więc napisać do niego z prośbą o radę, czy mój wybór ma sens.

Odpisał, że tak, oczywiście. Olympus to świetna marka, a seria Camedia to już w ogóle. On zresztą tydzień temu właśnie kupił aparat z tej linii, ale oczko wyżej: C-4040. To naprawdę świetny model – ma to i to, i to. Tu rzucał hasła takie jak jasność obiektywu i inne, które wtedy nic mi nie mówiły – i przekonywał, że naprawdę warto wydać te tysiąc dwieście więcej.

Napisałam, że zapewne ma rację, ale już się nakręciłam i chce kupić aparat teraz zaraz, a na dziś tyle kasy nie mam, więc pozostanę jednak przy swoim wyborze.

Bardzo szybko dostałam odpowiedź – a był to jego drugi, może trzeci mail do mnie! – że w takim razie, to on mi pożyczy!!

…..

Wiedziałam, że grzeczne dziewczynki nie przyjmują takich propozycji od nieznajomych panów, podejrzewam też, że gdybym miała wtedy na swoim koncie pełną kwotę, nie wydała bym blisko trzech tysięcy na swój pierwszy aparat – malutki kompakt do tego. Ale po prostu nie mogłam sobie odmówić wzięcia udziału w tym niesamowitym przejawie bezinteresowności i dobrej woli..

W dziesięć minut tysiąc dwieście złotych znalazło się na moim koncie i jeszcze w tym samym tygodniu stałam się szczęśliwą posiadaczką nowiutkiego Olympusa C-4040.

Olek



Przy przelewie było oczywiście imię i nazwisko przelewającego, ale wtedy jakoś niewiele mi ono mówiło. Wrzuciłam jednak dane w google i jakież było moje zdziwienie, że ja przecież znam tego pana! Z telewizji!

Moją dobrą wróżką okazał się Krzysztof Leski – dziennikarz i publicysta.

Z Krzyśkiem i jego dziewczyną Kasią utrzymujemy od tego czasu może nieczęste, ale regularne kontakty. Ostatnio byliśmy na spacerze w lasku kabackim:


KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

A co było dalej z Olkiem, ze mną i fotografią, opowiem w następnym odcinku;)

Małgosia, Krzysiek i Mateusz sobota, marzec 15th, 2008

.. czyli po prostu sesja rodzinna:)

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

Benita, Marcin, Szymek i Sarka poniedziałek, luty 25th, 2008

Benita i Marcin to, można już tak powiedzieć, moi starzy dobrzy znajomi:)
Poznaliśmy się w grudniu 2006, kiedy brali ślub.

KalinaStudio
KalinaStudio

Latem spotkaliśmy się na sesji spacerowej z ich suczką Sarką i jej przyjacielem Pepperem.

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

W listopadzie – kilka zdjęć w oczekiwaniu na Szymka.

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

No i w końcu poznałam Szymka:)

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

Pola Kalina :) środa, grudzień 26th, 2007

Kasia i Otton brali ślub we wrześniu 2006. Nie mogłam fotografować samej ceremonii – spotkaliśmy się (i poznaliśmy się) na plenerze.

KalinaStudio

Od tego czasu utrzymujemy regularne kontakty. Pamiętam wspólny wypad do kina na „Labirynt fauna” – genialny film, ale ci, co go widzieli, wiedzą, że wybór takiego repertuaru to nie najlepszy pomysł dla kobiety w zaawansowanej ciąży. Przez cały film bardzo się martwiłam o Kasię, czy nie będzie to dla niej traumatyczne przeżycie. Ale Kasia powiedziała po seansie, że zupełnie historii z filmu nie wiązała ze swoją ciążą – przecież jej córa przyjdzie na świat zdrowa i piękna, i bez żadnych komplikacji!
No i oczywiście tak się stało:)

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

początki środa, grudzień 12th, 2007

Założyłam tego bloga jakiś czas temu, z intencją, że zacznę tu pisać niedługo. Ale jakoś brakowało czasu, okazji, a może pretekstu?
Dziś mam pretekst doskonały wręcz – moja przyjaciółka Julia napisała o mnie coś bardzo miłego, co w sumie nie było może dla mnie czymś, czego bym się po niej nie spodziewała, ale pewne rzeczy wypowiedziane głos, albo zapisane, nabierają dodatkowego wymiaru.
No i nie mogłam pozwolić, żeby tyle dobrej energii ginęło odsyłane linkiem w pustkę, jaką dotąd był ten blog:)

Tak więc jestem, witam, żyję i będę tu pisać. I pokazywać zdjęcia.

Na dobry początek Julia podczas jednej z naszych kaw i słynne już ciasto marchewkowe. Dla zainteresowanych służę przepisem!

Dziękuję, Julia:)

Strona 2 z 212