Archive for the ‘on location’ Category

 Page 1 of 2  1  2 »

Sesja Adama Trzcionki / Adam Trzcionka - a portrait session Wtorek, Kwiecień 28th, 2009

.. miało być zwykłe luźne zdjęcie na stronę ‘o mnie’.
Starałam się jak mogłam, żeby było jak najzwyklej!

Pisarz Sofronow i jego rytualna zaduma w oczekiwaniu na potrawkę z jagnięciny:

—————————————————————————————————————————————————————————————————

… I was supposed to provide just an ordinary portrait for Adam’s website.
So I went out of myself to make it as ordinary as possible.

Sofronov (a writer) and his ritualistic musings before having a lamb stew:

Adam Trzcionka zadumuje się nad potrawką z jagnięciny

ZZU czyli Zminimalizowany Zestaw Uszczęśliwiający, albo NKF (Niezbędnik Każdego Fotografa):

—————————————————————————————————————————————————————————————————

CHS or Compact Happyfying Set aka PBK (Photographer’s Basic Kit):

Adam Trzcionka i Zminimalizowany Zestaw Uszczęśliwiający

… o, a tu trzymam aparat typowo po babsku;)

—————————————————————————————————————————————————————————————————

oh, look, here I’m holding a camera like your typical woman:

Kalina: autoportret z Adamem Trzcionką na pierwszym planie

Zdjęcie Bez Absolutnie Żadnego Podtekstu, albo akcenty kolorystyczne na ulicy Puławskiej.

—————————————————————————————————————————————————————————————————

A Photo With no Hints Whatsoever (especially if you don’t know Polish ;) ) or just a splash of colour at Puławska Street.

Adam Trzcionka wcale nie czyta Faktu:)

wersja casual:

—————————————————————————————————————————————————————————————————

In a casual mode:

Adam Trzcionka wersja casual, sesja by Kalina

Biznesmen w pracy:

—————————————————————————————————————————————————————————————————

A hardworking businessman:

Adam Trzcionka - biznesmen w pracy

Niektórzy mają wyraźne problemy z odczytywaniem przekazów niewerbalnych ;)

—————————————————————————————————————————————————————————————————

Some people definitely have problems with interpreting non-verbal messages ;)

Kalina

Właściwy człowiek na właściwym miejscu?;-)

—————————————————————————————————————————————————————————————————

the right person in the right place?;-)

Adam Trzcionka na właściwym miejscu

Witam na moim nowym blogu! / Welcome to my brand new blog! Sobota, Styczeń 24th, 2009

Ten śliczny blog powstał dzięki projektowi Krzyśka Tkacza. Który nie dość, że jest zajebiście uzdolnionym fotografem i ma dryg do grafiki,  to jego życie pełne jest przygód. Jak poznacie Krzyśka, to może  opowie wam, jak kiedyś, fotografując na Pradze, spotkał autochtona z ulicy Ząbkowskiej. I jak zręcznie zabawiwszy go konwersacją, nie tylko zdołał wyjść cało z opresji, ale - co najważniejsze - odwrócić uwagę od plecaka, wypełnionego po brzegi bezcennymi produktami firmy Canon.

Tak więc, zamiast pisać, że się cieszę z nowego bloga (przecież wiadomo, że się cieszę), że zapraszam (no a to, to już tym bardziej wiadomo) i że teraz to już będę częściej pisać (tak, jakby to nie było oczywiste)  - przedstawię jeden dzień z życia Krzyśka Tkacza.

Krzyś miał piękne perły. Do twarzy mu w nich było:

———————————————————————————————————————————————————————————————————-

This cute blog was designed by Krzysiek Tkacz. He’s not only a fan-fuckin’-tastic photographer and a talented graphic designer but also lives a life full of adventures. If you meet Krzysiek he may tell you how he was taking photos in Praga district and stumbled upon an autochthon there. And how he struck an ingenious conversation with him which not only get him out of trouble but also – which was even more important – diverted the autochthon’s attention from Krzysiek’s backpack filled to the brim with priceless Canon toys.

So instead of writing how I’m pleased with my new blog (I guess it’s quite obvious I’m pleased), of writing that I invite you to pay often visits to my blog (which is even more obvious), of promising that from now on I’ll be posting more often (the most obvious thing of all) I’m going to tell you about one day from Krzysiek’s adventurous life.

Krzyś had beautiful pearls. He looked great with his pearls on:

KalinaStudio

Źli ludzie zabrali Krzysiowi perły:

———————————————————————————————————————————————————————————————————-

But bad guys took his pearls:

KalinaStudio

Krzyś szukał ukojenia w silnych męskich ramionach:

———————————————————————————————————————————————————————————————————-

Krzyś needed a strong male arm to cry on:

KalinaStudio
KalinaStudio

Jednak jego pogodna natura niedługo pozwoliła mu pogrążać się w otchłani rozpaczy i resztę wieczoru przepędził delektując się krwawą mary własnego wynalazku.

———————————————————————————————————————————————————————————————————-

However, his sunny disposition didn’t let him dwell on his sorrows and he spent the rest of the evening relishing the taste of bloody mary of his own invention.

KalinaStudio

Udział wzięli / Cast:

Krzysiu Tkacz - Krzysiu Tkacz

źli ludzie / bad guys - Niedźwiedź, Kinga, Gary, Kamash

silne męskie ramiona / strong male arm - Niedźwiedź

skonsternowany pan w tle robiący wieloplan  / a startled man in the background (for multilayered photo) - Kamash

PS: A bebechy mojego bloga składał Marcin Kamiński. / The guts of my blog were devised by Marcin Kamiński.

translation by Kinga Taukert

historia jednego prezentu/the story of a certain gift Czwartek, Styczeń 1st, 2009

Każda historia ma wiele stron z których można ją opowiedzieć. Nie inaczej jest z poniższą.

Zacznijmy od Pawła.

Piętnastego grudnia roku dwa tysiące ósmego, w swoje dwudzieste szóste urodziny, Paweł został obudzony o wpół do piątej nad ranem. Jego żona Magda nie pozostawiła mu wiele czasu na domysły i fantazje - o szóstej mieli zabukowany autobus do Warszawy. Cztery godziny jazdy i już mogą podziwiać Pałac Kultury i inne uroki Stolicy. Około trzynastej wpadają do “w biegu cafe” na Placu Zbawiciela, by choć na chwilę się ogrzać. W drzwiach zderzają się z zaszalikowaną szatynką z wielkim plecakiem. Paweł szarpie Magdę za rękaw: “ty, zobacz, to Kalina!”

Tu robimy cięcie i flashback. Bo moja opowieść zaczęłaby się dziesięć dni wcześniej. Wtedy to dostałam maila od Magdy, w którym pytała się, czy zgodziłabym się .. być prezentem urodzinowym dla jej męża! Na początku nieco się zestresowałam, że miałabym na przykład wyskakiwać z tortu - eh, nie te lata, nie ta figura;)

Okazało się jednak, że chodzi o coś zgoła innego. O spotkanie, rozmowę, podzielenie się doświadczeniem. A, że tego dnia byłam akurat umówiona na sesje plenerową z Martą i Andrzejem, Paweł dodatkowo załapał się na asystowanie.
Trzeba przyznać sprawił się świetnie - zdjęcia z sesji wieczornej w świątecznoświetlnej Warszawie z lampką yervantową, którą świecił Paweł, wyszły naprawdę fajnie. Ale o nich, i o Marcie i Andrzeju, będzie osobny wpis. A na razie przedstawiam Magdę i Pawła:

—————————————–

Each story can be told in many different ways. This applies also to the following one.

Let’s start with Paweł.

On fifteenth of December, 2008, the day of his twenty sixth birthday, Paweł was wakened up at 5 am by his wife Magda. She didn’t let him dwell on possible reasons because a bus to Warsaw was leaving at 6 am and they had to be on board.
Four hour drive and they can admire Pałac Kultury and other charming sights. About 1 pm they come to ‘w biegu’ cafe at Zbawiciel Square because they need to warm up a little. In the doorway they run into a shawled up brunette with a huge backpack. Paweł urgently tugs at Magda’s sleeve: ‘Look, it’s Kalina!’

Cut! And flashback. Because if we told the story from my point of view it would have begun ten days earlier when I received an e-mail from Magda. She asked if I would agree to be… a birthday present for her husband! At first I was rather worried that I was supposed to jump out from inside of a birthday cake — well, not at my age and not with my figure ;)

Fortunately Magda had something else on mind, she hoped I would meet them, talk about photography and share some experience. I offered even more because that day I had an outdoor session with Marta&Andrzej, so Paweł could work as my assistant holding a yervant lamp.
I had to admit he was really good at it and the night shots in flooded in Christmas lights Warsaw turned out quite nice. But about that session and about Marta&Andrzej I’ll tell you another time.
Now let me show you Magda&Paweł:

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

Wszystkiego najlepszego - nie tylko w Nowym Roku!

———————

All the best in New Year - and beyond!

Dziewczyny z inicjatywą:) (Girls with initiative:) Sobota, Listopad 22nd, 2008

Kilka tygodni temu napisały do mnie dziewczyny spotykające się regularnie co miesiąc, już od dwóch lat. Pisały, że na te spotkania zapraszają zawsze jakąś ciekawą osobę, kobietę, która odniosła sukces i może się z nimi podzielić swoją wiedzą, doświadczeniem. Może czegoś nauczyć. No i że w związku z tym chciałyby zaprosić mnie, abym poprowadziła coś w rodzaju warsztatów.
Naprawę tak pisały, nic nie zmyślam;)

No i dziś byłam.
Opowiadałam o wywoływaniu rawów, kalibracji monitora, kręceniu kolorów, przyciemnianiu ust, usuwaniu podwójnego podbródka, amputacji kończyn, dłoniach, kadrze amerykańskim, motylku pod nosem u Marleny Dietrich, malowaniu światłem, firankach z Castoramy, szumach i ziarnie, zaletach Canona, wadach Nikona;)), przysłonach, magii 85L, cenach, trudnych klientach, kompaktach, średnim formacie, rozpiętości tonalnej, mocnych punktach obrazu, złotym podziale, łapaniu momentu, Henrym Cartier-Bressonie, repoglamurze, prawdzie w fotografii, muzeum Guggenheima i efekcie czerwonych oczu.

Rany, dziewczyny! Podziwiam was:))

Miały być dwie godziny, wyszły blisko cztery. Na koniec trochę praktyki, czyli jak się zdjęcia robi i obrabia.

Krótki pokaz magii 85L - obiektywu, który robi zdjęcia sam - inauguruje Marta, nasza gospodyni:

——————————————————————

A few weeks ago I received a letter from a group of young women who have hold regular meetings once a month for two years now. Each time they invite a special person for such a meeting - a successful woman who could share her experience and knowledge with them and perhaps teach them something. So they wrote to me asking if I could come and conduct a workshop for them.
They really wrote that, I swear I’m not making this up;)

So today I went to the meeting.
I told them about RAW conversion, monitor calibration, about how to punch up the colours, darken the lips, reduce double chin. I told them about amputating limbs, palms. About an american shot, a butterfly under Marlena Dietrich’s nose, about painting with light, about lace curtains from Castorama, about noise and grain, the assets of Canon and drawbacks of Nikon ;)), about aperture value, the sheer magic of 85L, prices, difficult clients, point-and-shoot cameras, medium format, tonal range, strong points of a picture, golden section, decisive moment, Henri Cartier-Bresson, repoglamour, what is truth in photography, about Guggenheim Museum and red-eyes effect.

Gosh, girls, I do admire you!:)

The meeting was supposed to last two hours. It lasted almost four.
We ended with some practical issues of taking photos and post-processing.

Marta, the hostess of the meeting, was the first for a short demonstration of possibilities of 85L, the Magical Lens, which takes photos all by itself:

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

.. Agnieszka mocno sobie wzięła do serca moje wywody o świeżości spojrzenia:

——————————————————————

.. Agnieszka clearly took to heart what I said about the importance of a “fresh look”:

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

Thanks, girls:)

Lucyna i Wojtek Środa, Listopad 19th, 2008

Lucyna i Wojtek wzięli ślub w zeszłym roku 17 sierpnia. Spokojnie, spokojnie - aż takiego opóźnienia w oddawaniu zdjęć to nie mam:)
W tym roku spotkaliśmy się ponownie - w przepięknym, starym, drewnianym domu rodziców Wojtka w Białymstoku.
…i mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze nie raz, i nie dwa:)

Ale po kolei. Najpierw mały set ze ślubu:

——————————————————————

Lucyna and Wojtek got married on August 17th 2007. Don’t worry, I’m not that far behind the schedule with delivering your wedding photos :)
This year we met again - in Białystok, in a beautiful old wooden house belonging to Wojtek’s parents.
And I do hope that we’ll meet again. And again… :)

But one thing at a time! Firstly, a short set of wedding photos:

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

.. w takim niezwykłym, klimatycznym domu z duszą, zdjęcia robią się same ..

——————————————————————

.. in such an special place, in an atmospheric house with a soul
photos take care of themselves, you don’t have to do anything ..

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

A tu już na szybko improwizowany, krótki białostocki plener małżeński:

——————————————————————

And now a short marital outdoor session improvised on the spot:

KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

(Nie) grzeczne dziewczynki i dobre wróżki, czyli jak to się zaczęło Niedziela, Marzec 16th, 2008

Ciekawe, że najczęstszym pytaniem jakie ostatnio słyszę nie jest: ile dostaniemy zdjęć?, czy nawet, o zgrozo! masz czas umówić się na piwo?;), tylko a powiedz, jak to się stało, że zaczęłaś fotografować?

No więc już odkąd zaczęłam raczkować nie rozstawałam się ze swoją smieną, alfabetu uczyłam się na książkach Dederki..
Eeeh, no dobra, chyba komuś podebrałam życiorys;)

Tak naprawdę to jestem niespełnionym talentem literackim. Już jako siedmiolatka opublikowałam swoją pierwszą powieść:


moja pierwszafascynujacaniezwyklamrocznapowiesc

Niestety, z ogromną stratą dla polskiej i światowej literatury pięknej, drugiej ani trzeciej nie było.

A co do zdjęć, to rzeczywiście miałam kiedyś jakąś smienę. Ale jedyne zdarzenie związane z nią jakie pamiętam, to to, kiedy po wycieczce klasowej zostawiłam ją w autokarze. Bałam się wrócić do domu i powiedzieć o tym rodzicom, więc schodziłam całe Bródno szukając na listach lokatorów nazwiska mojej wychowawczyni, w nadziei, że może ona będzie wiedziała jak się skontaktować z kierowcą autobusu.

Potem było długo długo długo nic. Nie licząc wakacji, kiedy w wieku nastu lat znalazłam gdzieś w szafie starego kijewa, kupiłam czarnobiałą klisze i postanowiłam, że będę robić zdjęcia artystyczne. Wyszła z tego taka przeraźliwa kiszka, że obraziłam się na tego kijewa na śmierć. I nie uwierzyłabym wtedy za nic, że fotografia kiedykolwiek do mnie wróci .

No ale w końcu przyszedł Internet i Allegro i pojawiła się potrzeba przenoszenia obrazów na ekran komputera. Pomyślałam sobie - co mi szkodzi - kupię sobie ten aparat.

Był marzec 2002 - zaczęłam szperać po necie, wyszukiwać opinie. W końcu wybrałam Olympusa Camedie 2020. Kiedy przeglądałam aukcje na Allegro, moją uwagę przykuł jeden sprzedający. W dość specyficzny sposób reklamował swoje towary (ta minolta, to naprawdę świetny aparat, ale raczej nadaje się dla dziecka. Sprzedaję, bo generalnie wolę olympusy), no ale przede wszystkim wydał mi się profesjonalnym fotoamatorem. Postanowiłam więc napisać do niego z prośbą o radę, czy mój wybór ma sens.

Odpisał, że tak, oczywiście. Olympus to świetna marka, a seria Camedia to już w ogóle. On zresztą tydzień temu właśnie kupił aparat z tej linii, ale oczko wyżej: C-4040. To naprawdę świetny model - ma to i to, i to. Tu rzucał hasła takie jak jasność obiektywu i inne, które wtedy nic mi nie mówiły - i przekonywał, że naprawdę warto wydać te tysiąc dwieście więcej.

Napisałam, że zapewne ma rację, ale już się nakręciłam i chce kupić aparat teraz zaraz, a na dziś tyle kasy nie mam, więc pozostanę jednak przy swoim wyborze.

Bardzo szybko dostałam odpowiedź - a był to jego drugi, może trzeci mail do mnie! - że w takim razie, to on mi pożyczy!!

…..

Wiedziałam, że grzeczne dziewczynki nie przyjmują takich propozycji od nieznajomych panów, podejrzewam też, że gdybym miała wtedy na swoim koncie pełną kwotę, nie wydała bym blisko trzech tysięcy na swój pierwszy aparat - malutki kompakt do tego. Ale po prostu nie mogłam sobie odmówić wzięcia udziału w tym niesamowitym przejawie bezinteresowności i dobrej woli..

W dziesięć minut tysiąc dwieście złotych znalazło się na moim koncie i jeszcze w tym samym tygodniu stałam się szczęśliwą posiadaczką nowiutkiego Olympusa C-4040.

Olek



Przy przelewie było oczywiście imię i nazwisko przelewającego, ale wtedy jakoś niewiele mi ono mówiło. Wrzuciłam jednak dane w google i jakież było moje zdziwienie, że ja przecież znam tego pana! Z telewizji!

Moją dobrą wróżką okazał się Krzysztof Leski - dziennikarz i publicysta.

Z Krzyśkiem i jego dziewczyną Kasią utrzymujemy od tego czasu może nieczęste, ale regularne kontakty. Ostatnio byliśmy na spacerze w lasku kabackim:


KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio
KalinaStudio

A co było dalej z Olkiem, ze mną i fotografią, opowiem w następnym odcinku;)

 Page 1 of 2  1  2 »