Archive for the ‘ważne’ Category

Strona 1 z 3123

Natasha i Adrian – piękni i konsekwetni / Natasha & Adrian. so hot. so determined. piątek, styczeń 14th, 2011

Nie uwierzycie: Natasha i Adrian wybudowali kościół, żeby wziąć ślub!

No może nie do końca kościół, może nie do końca własnoręcznie, ale ich idea zaowocowała konkretami – i tak oto w Dolinie Charlotty koło Słupska w ciągu zaledwie kilku miesięcy powstała kapliczka na jeziorze.

A w pewną sierpniową sobotę, kiedy z nieba lał się żar, a z czoła pot – wszystko się wypełniło.
Ja tam byłam, miód i wino piłam, kilka zdjęć zrobiłam!

Za pomoc i towarzystwo w tej dalekiej podróży dziękuję asystentowi doskonałemu – Łukaszowi Wilanowskiemu.

———————————————————————————————————————————————————————————————————

You won’t believe this. Natasha and Adrian built a church to get married!

All right, it was actually a chapel. And they didn’t built it themselves. But they had a vision and made it a reality. A chapel was built on the lake in the place called Dolina Charlotty.

And there came a Saturday, a very hot one. And the chapel served its purpose.

And I was there as well and came back with a handful of pics.

High five to Łukasz Wilanowski – a perfect companion and assistant!

Kalina
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
fotografia ślubna
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
Kalina
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
fotografia ślubna
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
Kalina
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
fotografia ślubna
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
Kalina
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
fotografia ślubna
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
Kalina
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
fotografia ślubna
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
Kalina
Anna Kalina

Magda i Rafał – Polska i Szwajcaria środa, sierpień 25th, 2010

Zapowiedziany zagadkową zajawką plener Magdy i Rafała pokazywałam w czerwcu.
Dziś ponad pół setki zdjęć z ich lubelskiego reportażu i szwajcarskiego pleneru.

Zapraszam!

Kalina
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
fotografia ślubna
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
Kalina
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
fotografia ślubna
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
Kalina
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
fotografia ślubna
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
Kalina
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
fotografia ślubna
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
Kalina
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
fotografia ślubna
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny
zdjęcia ślubne
Kalina
Anna Kalina
Anna Kalina Ciesielska
reportaż ślubny

Wielkie podziękowania dla Łukasza Wilanowskiego, asystenta doskonałego:)
(Na blogu Łukasza ma się już wkrótce pojawić jego materiał ze ślubu Magdy i Rafała)

O fotografii ślubnej dla Mensy Polskiej czwartek, czerwiec 10th, 2010

 fotografia ślubna Mensa Polska Kalina

Jakiś czas temu redaktor naczelna biuletynu Mensy Polskiej zapytała mnie czy bym nie napisała artykułu o swoich fotograficznych doświadczeniach.

Pomyślałam, że oto w końcu przyszedł dobry pretekst by dopisać dawno obiecaną drugą część tekstu o moich początkach fotograficznych.
(Pierwsza część, czyli opowieści o nie/grzecznych dziewczynkach, dobrych wróżkach i mojej stłumionej w zarodku karierze literackiej TU)

Poniżej całość artykułu jaka ukazała się w majowo-czerwcowym wydaniu biuletynu Mensy.
Ze strony Mensy można ściągnąć PDF – niestety trochę waży i zdjęcia w kompresji mocno tracą.


Anna Kalina Ciesielska


Na mensańskie walne w 2004 zabrałam do Kwiejc swój drugi w życiu aparat (przygoda z pierwszym była krótka, a rozstanie bezbolesne).
Robiłam zdjęcia wszystkim i wszystkiemu, a nie dość że miały nomen omen ręce i nogi, to wyszły całkiem przyzwoicie ostre i często zabawne i do tego miały szansę zaistnieć na łamach niniejszego biuletynu.

Nie więcej niż miesiąc później odezwali się do mnie Renata i Radek z Mensy. Nie było ich na walnym, ale widzieli zdjęcia. Bardzo im się spodobały, a że planowali niebawem swój ślub, zapytali: nie zachciałabyś być naszym fotografem? Byłam, nie wiem co bardziej, przerażona czy szczęśliwa. Nie miałam doświadczenia, sprzętu i większego pojęcia jak wygląda od kuchni fotografowanie ślubów, ale odpowiedź „sorry, nie dam rady” to były ostatnie słowa, jakie przychodziły mi do głowy.

Kalina

Fotografia ślubna pociągała mnie od dawna, bo na równi sprawiały mi przyjemność i olbrzymią satysfakcję dwie rzeczy: fotografowanie ludzi i ich emocji oraz to, jak pozytywnie ludzie reagują na siebie na moich zdjęciach. Fotografia ślubna!! I tak sobota w sobotę przechodząc pod kościołem na placu Narutowicza patrzyłam na pary młode, próbując im telepatycznie przekazać, że oto tu jestem ja – Kalina – że zrobię im dobre zdjęcia, że może warto dać mi szansę. Aż zdarzył się cud na który czekałam, w postaci Renaty i Radka.
Wiedziałam, że cudów nie można ignorować, bo Pan Bóg się obrazi i nie ześle następnych. I tak zostałam fotografem ślubnym.

A następny cud objawił się już za kilka miesięcy.
Ale zanim do niego doszło postanowiłam dodać rozpędu mojej karierze fotografa, założyłam firmę i przede wszystkim zaczęłam myśleć o powiększeniu mojego ślubnego portfolio. Zorganizowałam sesję ślubną. Modelkami były koleżanki z Mensy. Największy problem był z sukniami ślubnymi, a ciężko robić zdjęcia ślubne bez nich. Potrzeba matką wynalazku – owinęłam dziewczyny w prześcieradła i specjalnie zakupioną na tę okazję w Castoramie firankę.

A wspomnianych kilka miesięcy później zadzwonił ktoś z magazynu „Moda na Ślub”, że piszą reportaż o niekonwencjonalnej fotografii ślubnej i czy nie chciałabym dać tam swoich zdjęć i krótkiej wypowiedzi. I tak Ania Kiełkowska – Romaniuk, dziś piastująca w Mensie poważną funkcję koordynatora ds. członkostwa, zaistniała w 2005 roku na stronach niczego nieświadomej „Mody na Ślub” owinięta w firankę, dziewiętnaście złotych z metra.

fotografia ślubna

Dziś wygląda to jak jakaś nieprawdopodobna bajka i myślę, że jest w tym jakaś prawda.

I tak na przykład z jednej strony mogłabym powiedzieć, że nie mając przygotowania fotograficznego, pewnego dnia po prostu postanowiłam kupić aparat zaczęłam robić zdjęcia i tak jakoś wyszło, że mi się udało.

Ale z drugiej strony mogłabym też powiedzieć, że całe życie przygotowywałam się do tego, żeby zostać fotografem, pochłaniając najpierw książki, a potem całki i filmy.
Mówiąc bardziej opisowo, czuję się w dużej części matematykiem, który graficznie komponuje kadry, szukając w nich środka ciężkości, równowagi i rytmów. Ale i widzę jak setki godzin spędzone w warszawskim Iluzjonie owocują poszukiwaniami „filmowych kadrów”, czy też myśleniem o konstruowaniu reportażu ślubnego jak o montowaniu filmu.

A wracając do cudów i bajek, to naprawdę miałam dużo szczęścia startując, kiedy rynek fotografii ślubnej w Polsce się rodził, bo dało mi to szansę rozwijania się razem z nim. I rok w rok zadawałam sobie pytanie, czy zrobię jeszcze coś ciekawszego, coś nowego, czy będę tylko odcinać kupony od tego co osiągnęłam? Czy w ogóle jest możliwe, żebym mogła robić lepsze zdjęcia?

Jakby pyszałkowato to pytanie nie brzmiało, jego akcent był zawsze stawiany na zaimek „ja” i granice moich możliwości i poszukiwań. Tak się jednak zawsze szczęśliwie składa, że co roku pojawia się jakiś przełom czy odkrycie, które wrzuca mnie na nowe tory.

Krótki chronologiczny przegląd ważnych dla mnie rzeczy:


Ślub Renaty i Radka fotografowałam kompaktem, zaawansowanym modelem Olympus C-8080. Lustrzanka była wtedy dla mnie wielką niewiadomą, nie zdawałam sobie sprawy z jej zalet i możliwości. Kiedy pożyczonym modelem 300D Canona z podpiętym obiektywem 50mm 1.4 zrobiłam swoją pierwszą sesję, wiedziałam, że nie ma odwrotu. Zapożyczyłam się, ale w ciągu tygodnia stałam się właścicielką 350D i obiektywu 50mm.
Dziś oczywiście nie wyobrażam sobie pracy nie tylko bez lustrzanki, ale i bez dobrej lustrzanki pozwalającej swobodne fotografowie na wysokim ISO przy świetle zastanym, w trudnych warunkach oświetleniowych, które są nieodłącznym atrybutem pięknych, ale najczęściej ciemnych polskich kościołów.

Często słyszę od świeżych posiadaczy lustrzanek, że są rozczarowani, bo kompaktem robili lepsze zdjęcia. Czemu się nie dziwię – kompakt zaprojektowany został jako uniwersalna maszynka, która całkiem nieźle sobie radzi i daje ładny obrazek, zwłaszcza w dobrych warunkach oświetleniowych. Lustrzanka jako narzędzie dużo bardziej specjalistyczne, po pierwsze wymaga wprawy od użytkownika. Po drugie, aby lustrzanka mogła dorównać uniwersalnością kompaktowi, czyli fotografować makro, portrety, architekturę, krajobrazy, potrzebna jest solidnych rozmiarów walizka obiektywów.

Lustrzanka i kitowy obiektyw z którym zazwyczaj jest sprzedawana, to niestety najczęściej porażka na wstępie i uzasadniony żal za kompaktem.
Mój idealny i jednocześnie budżetowy zestaw dla początkującego lustrzankowca, to najlepsze body na jakie budżet pozwala + obiektyw 50mm z jasnością w okolicach 1.4-1.8

Obiektyw o ogniskowej 50mm ma najkorzystniejszy ze wszystkich obiektywów stosunek jakości obrazu do ceny. Wynika to z tego, że ogniskowa 50mm najbardziej odpowiada temu co widzi ludzkie oko, inaczej mówiąc nie oddala obrazu, ani go nie przybliża, a więc jego produkcja nie jest tak skomplikowana jak teleobiektywów czy obiektywów szerokokątnych. A dzięki swojej jasności, pozwala na uzyskanie małej głębi ostrości i pięknej plastyki obrazu korzystnej między innymi przy portretach. To pozwala poczuć różnicę między kompaktem a lustrzanką i jest dobrym startem dla odkrywania radości fotografowania.

zdjęcia ślubne


Na początku fotografowałam w formacie JPG. RAW, czyli mówiąc skrótowo cyfrowy negatyw, budził mój niepokój i przerażenie. Wiedziałam, że jeśli nie chcę pozostawić w tyle, muszę go oswoić. Pewnego dnia po prostu zacisnęłam zęby i uprzednio zakupiwszy małą biblioteczkę książek o obróbce i filozofii postępowania z plikiem RAW przestawiłam ustawienia aparatu.

Podsumowując wrażenia z tego doświadczenia ciężko nie popaść w patos, bo nie przesadzę jeśli napiszę, że praca z formatem RAW przerosła moje oczekiwania i wyobrażenia na każdym polu.

RAW to nie tylko łatwa kontrola nad balansem bieli i ekspozycją zdjęcia, co jest najbardziej oczywistą zaletą pracy z tym formatem. RAWy i umiejętne łączenia ich kilku wywołań na warstwach w Photoshopie, dają nieprawdopodobne możliwości kręcenia kolorów – od pasteli, przez intensywne, żywe barwy, po wyciąganie pięknych kolorów skóry (skóra wpadająca w czerwień to zmora fotografa ślubnego). Poza tym pozwalają na praktyczne bezstratne panowanie nad naświetleniem i kontrastem poszczególnych partii zdjęcia, co jest znakomitym narzędziem pozwalającym na kierowanie wzroku odbiorcy tam, gdzie go chce poprowadzić fotograf, co uważam za jedną z najważniejszych rzeczy w moim myśleniu o fotografii, a o reportażu ślubnym w szczególności.


Fotograf Martin Schreiber powiedział kiedyś, że dobry nauczyciel nauczy się od swojego studenta więcej, niż ten od niego. To zdanie głęboko zapadło mi w pamięć i choć nie było może ono główną pobudką dla wymyślenia i poprowadzenia wspólnie z moim przyjacielem i znakomitym fotografem Adamem Trzcionką warsztatów fotografii ślubnej, to dla obydwojga z nas stało się mocną realnością.

Bo kiedy się całą swoją wiedzę uporządkuje, przeanalizuje, dostrzec można połączenia, mechanizmy działania, ale i luki, które by warto uzupełnić.
Co innego też jakąś zasadę znać, co innego ją stosować, co innego ubrać ją w słowa i tłumaczyć jak działa, a jeszcze co innego widzieć reakcję ludzi na to wszystko i w końcu dyskutować o tym.

Dodatkowo, choć z Adamem mamy sztamę i mówimy sobie nawzajem o wszystkich pomysłach, odkryciach fotograficznych i nowych technikach, to wymiana doświadczeń z okazji warsztatów zaskoczyła nas tym, jak wiele od siebie nawzajem jeszcze możemy się nauczyć.

I to zarówno jeśli chodzi o myślenie o fotografii w momencie naciskania spustu migawki, jak i cały późniejszy postprocesing, selekcję i obróbkę zdjęć, myślenie o ślubie jako o historii, która ma swój prolog, rozwinięcie zakończenie. Która tak jak film powinna być pomontowana z różnorodnych kadrów – szerokich, wąskich, reporterskich i glamourowych.

To nie jest tak, że fotograf idzie na ślub, robi zdjęcia tego co widzi, potem obrabia najlepiej jak umie, wkleja w album jak leci i do widzenia.
Fotograf ślubny jest jak strateg, który robiąc zdjęcia przewiduje co w jakim miejscu i w jakim świetle (!) się wydarzy, który w tej samej chwili myśli o kadrze, ludziach, emocjach i oświetleniu i jednocześnie nasłuchuje kłapania lustra, bo priorytet przysłony może wykręcać za długie czasy i może trzeba będzie podkręcić ISO.

A potem wraca do domu z całym materiałem i zarządza nim jak rasowy dowódca, który dla dobra ogółu, dla wygrania wojny, gotów jest poświęcić niejeden oddział. Innymi słowy – selekcja, selekcja i jeszcze raz selekcja.
Selekcja jako droga do nie zanudzania odbiorcy, a wręcz budowania w nim napięcia i zaciekawiania co dalej, ale i selekcja jako narzędzie dla wzmacniania mocy poszczególnych zdjęć, przez konsekwentne odrzucanie podobnych kadrów.
Czasami bardzo dobrego fotografa, od tylko przyzwoitego różni jedynie perfekcyjne opanowanie zasad używania klawisza delete.

fotografia slubna Kalina


Powszechna dostępność fotografii cyfrowej wywołała zalew fotografów ślubnych, co niestety zaniża standardy tego i tak wciąż niedocenianego zawodu. Niedocenianego w sensie fotograficznym – bo pomimo mocnego nurtu dobrej fotografii ślubnej w Polsce i na świecie, wciąż jest to dziedzina fotografii postrzegana z perspektywy kotleta.

PSFŚ to grupa ludzi, którzy pokazują, że można inaczej. Że fotografia ślubna to nie brzydkie kaczątko z zezem i platfusem, ale prawdziwa fotografia, z pomysłem i jajem.
Dla mnie osobiście PSFŚ to duża dawka inspiracji i dopalacz, ale przede wszystkim fantastyczni, przyjaźni, otwarci ludzie.

Korzystając z okazji serdecznie zapraszam na wystawę PSFŚ, z którą startujemy już 1 czerwca w największym centrum handlowym na Śląsku – Silesia City Center, a która docelowo ma przewędrować Polskę. Na wystawie będzie m.in. Agnieszka jedząca zapiekankę, dziś debiutująca na okładce.

… a przez te wszystkie powyższe akapity, reprezentujące punkty zwrotne mojego myślenia o fotografii ślubnej, snuje się niczym strumyczek poprzez kamyki i knieje na zdjęciu ślubnym z lat dziewięćdziesiątych, myśl Roberta Capy:


Do tego zdania dojrzewałam latami, ślub za ślubem, zdjęcie za zdjęciem.

Kiedy pierwszy raz je usłyszałam, pomyślałam sobie – ten gość chyba nie słyszał o zasadzie nieoznaczoności Heisenberga.
Przecież dużo lepiej niż z bliska, mogę podglądać ludzi fotografując teleobiektywem. I będzie prawdziwej, bo nie naruszam ich świata.

Dziś myślę, że cały myk polega na tym, żeby jednak w ten świat wejść, ale naruszając go jak najmniej. I choć jest wielka pokusa by go czasem popróbować podrasować fotograficznie, popoprawiać, to jest to pułapka, której efektem są śluby z tygodnia na tydzień fotografowane w ten sam – w końcu w najlepiej wyćwiczony – sposób. Aż pewnego dnia przychodzi myśl, po co wstawać, pakować plecak, iść i fotografować, wystarczy przekleić główki – wyjdzie na to samo.

Dlatego wolę nawet czasem stracić możliwość dobrego zdjęcia, jeśli wymaga to ode mnie ingerencji w wydarzenia. Zyskuję nieprawdopodobnie więcej, szansę dostrzeżenia i sfotografowania unikatowości tego co dzieje się tu i teraz.

W Leonie Zawodowcu Luca Bessona, kiedy Jean Reno przyucza Natalie Portman do zawodu, tłumaczy jej że powinna zacząć od karabinu, bo on pozwala na dystans. Nóż, jest ostatnią rzeczą, której się uczysz, bo im bardziej stajesz się profesjonalistą, tym bliżej możesz podejść.

Anna Kalina Ciesielska

KARTKI PEŁNE ŻYCIA JAKO WYJĄTKOWE ZAPROSZENIA ŚLUBNE czwartek, maj 27th, 2010

Polskie Stowarzyszenie Fotografów Ślubnych i UNICEF Polska inspirują Pary Młode!

Znaleźliście tę jedyną osobę, z którą zamierzacie związać się na całe życie. Planujecie ślub, czasem aż lewitujecie pod sufitem ze szczęścia. Czy wiecie, że może być jeszcze lepiej? Że Wasza radość może być dwa razy większa?
W jaki sposób?

Dzięki swojemu związkowi macie szansę uszczęśliwić innych. Wasza miłość ma siłę pozytywnego, realnego oddziaływania na rzeczywistość.

Wyobraźcie sobie, że dzięki Waszemu świętu, jakim jest dzień ślubu, inny człowiek otrzyma wielki dar. I że będzie to zupełnie wyjątkowy człowiek – dziecko. Dziecko, dla którego największym darem będzie szczepionka ratująca życie, woda pitna, pełnowartościowy posiłek, czy szkoła, w której nauczy się czytać i pisać. Wystarczy, że zamiast postąpić jak wszyscy i zamówić tradycyjne zaproszenia ślubne kupicie kartki UNICEF i one posłużą Wam jako zaproszenia.

Kartki UNICEF są wyjątkowe!
Po pierwsze, są piękne − znajdziecie wśród nich oryginalne wzory zarówno tradycyjne jak i nowoczesne, często specjalnie projektowane dla UNICEF. Czy wiecie, że kartki dla UNICEF tworzyli swego czasu również tacy artyści jak Pablo Picasso i Henri Matisse?

Po drugie, są perfekcyjnie wykonane, więc znakomicie nadają się na zaproszenia ślubne.

Po trzecie, przy ich produkcji bezwzględnie przestrzega się obowiązujących zasad etyki − każdy dostawca musi szanować prawa pracowników, ze szczególnym naciskiem na wykluczenie dzieci z procesu produkcji.

Po czwarte, kartki są przyjazne dla środowiska, gdyż drewno i papier wykorzystywane do ich produkcji pochodzą z lasów uprawianych właśnie w tym celu.

Po piąte (nazbierało się tych pozytywnych punktów!), służą dobrej sprawie. Całkowity dochód ze sprzedaży kartek przekazywany jest na programy pomocy dzieciom w najbiedniejszych zakątkach świata.

Kartki UNICEF to najpiękniejsze zaproszenia ślubne, jakie możecie wysłać. Żadne inne, choćby kaligrafowano je ręcznie złotym atramentem na pergaminie i pieczętowano lakiem, nie będą tak cenne. Pomyślcie, Wasze szczęście może uratować życie dziecku!

A jeśli spodobała się Wam idea, że Wasza miłość może mieć dobry i jak najbardziej realny wpływ na rzeczywistość, wykonajcie kolejny krok i roześlijcie też kartki UNICEF z podziękowaniami dla gości, którzy przybyli na ślub, żeby uczestniczyć w Waszej radości. Będzie to podwójnie piękny gest – i miły dla Waszych bliskich, i bezcenny dla potrzebujących dzieci.

Polskie Stowarzyszenie Fotografów Ślubnych pragnie tym apelem wesprzeć działania UNICEF.

Drodzy Narzeczeni, do dzieła! Liczymy na Was!

Kartki UNICEF możecie kupić na stronie www.unicef.pl/sklep

Zapraszamy także na specjalną stronę, którą UNICEF stworzył w ramach uczczenia 60-lecia kartek http://www.kartkipelnezycia.pl/

Refleksje po artykule Gazety Wyborczej „Spinaj się, to twój ślub” poniedziałek, maj 3rd, 2010

Jak pisałam dwa posty temu, Gazeta Wyborcza w swoim wydaniu świątecznym dała duży artykuł o fotografii ślubnej, publikując sporo zdjęć członków PSFŚ w tym i moje na okładce.
Oczywiście to cieszy, dziękuje za wszystkie gratulacje:)
Cieszy publikacja, ale przede wszystkim cieszy, że w końcu ktoś spróbował zmierzyć się z takim nieoczywistym tematem jak fotografia ślubna.

Niemniej tekst zawiera uproszczenia obok których nie można przejść obojętnie.
(Artykuł można przeczytać tu)

Poniżej zamieszczam mail, który wysłałam do redakcji Gazety.

—————————————————

Po przeczytaniu artykułu pani Lidii Ostałowskiej mam, jak to się zwykło mówić, mieszane uczucia.

Bo z jednej strony fantastycznie, że ktoś pisze w końcu o fotografii ślubnej, temacie z którym chyba każdy się zetknął, czy jako bohater zdjęć ślubnych, czy jako osoba je oglądająca, temacie od którego Internet aż pęka w szwach, ale który jest uporczywie pomijany przez media.

Ale z drugiej strony artykuł pozostawia duży niedosyt. A skąd on wynika – o tym pokrótce.

Przede wszystkim są dwie przestrzenie w których porusza się fotograf ślubny – reportaż i plener.

Jeśli idzie o reportaż, to każdy fotograf rozgrywa to inaczej. Widziałam już bardzo wiele – kamerzystów reżyserujących każdy ruch pary młodej, przerywających kluczowe wydarzenia dla lepszego sfilmowania bądź zmiany miejsca.
Takie kwiatki zarówno u filmowców, jak i fotografów były i będą, niemniej trend „reżyserowania wydarzeń” postrzegany jest negatywnie przez wszystkich świadomych fotografów, a na pewno przez członków Polskiego Stowarzyszenia Fotografów Ślubnych, których zdjęciami artykuł był w głównej mierze ilustrowany.

Ideałem jest być „fly on the wall” – czyli być w środku wydarzeń, ale jednocześnie pozostać niewidocznym obserwatorem.

Zanim przejdę do drugiej i całkowicie autonomicznej przestrzeni, czyli pleneru ślubnego chciałabym w kilku słowach skomentować cytat moich słów użyty w tekście, który mimo, że wierny, wpisuje mnie w estetykę „landrynkowego kłamstwa okołoślubnego”, gdy tymczasem moje podejście jest całkiem inne.

„Reportaż jest zbyt okrutny dla ludzi” – tak, oczywiście. Ale z dopowiedzeniem – surowy, środowiskowy reportaż jest zbyt okrutny dla ludzi i ta estetyka w mojej ocenie nie nadaje się na reportaż ślubny. Lubię ludzi, lubię ich pokazywać od ich korzystnej strony, znam potrzeby kobiece podobania się sobie na zdjęciach – to wszystko łagodzi ostrość i surowość reportażu, ale przecież nie zakłamuje rzeczywistości, bo jest tylko jedną z prawd którą można pokazać o ludziach i zdarzeniach. I tak jak każdy reportaż, reportaż ślubny jest przefiltrowany przez wrażliwość i sposób postrzegania świata przez fotografa, dlatego mamy takie zróżnicowanie na polskich rynku fotografii ślubnej. A już na pewno zdjęcia ślubne, gdy mowa o dobrej fotografii ślubnej, nie polegają, wbrew temu, co twierdzi szef działu foto Gazety, pan Piotr Wójcik, na sprowadzaniu każdego kadru do landrynki, którą chciałoby się schrupać, na usuwaniu w Photoshopie każdego niepasującego do owej landrynki elementu.
Tzw. zaśmiecacze kadru często stanowią o istocie i klimacie miejsca, fotograf od tego jest, by spożytkować je na swoją korzyść, zgodnie z ideą, że każdą wadę da się przekuć na zaletę.

Tego spojrzenia na fotografię ślubną bardzo zabrakło w artykule pani Lidii – z jednej strony rozumiem, że dziennikarz nie ma obowiązku przestawiać wszystkich punktów widzenia, ale z drugiej myślę, że uzupełnienie tekstu o ten aspekt pokazałoby pełniejszy, prawdziwszy obraz fotografii ślubnej.

Jeśli idzie o plener ślubny to ma on całkowicie inną naturę i estetykę niż reportaż i nie powinien być z nim mylony, ani scalany w jedno. To są zdjęcia „z okazji ślubu” i nie udają tych robionych w dniu ślubu. Tu można pozwolić sobie na wszystko – a co znaczy „wszystko”, to jest do ustalenia między fotografem a parą. Efektem są zdjęcia które czasem mają sporo z fotografii fashion, lifestyle, które czasem są bliskie kompozycji graficznych, czasem wpadają w baśniowe klimaty, a czasem krążą w okolicach fotografii koncepcyjnej – tzw. „zdjęcie z pomysłem”– przykładem zdjęcie Bartka Jastala z sesji zaręczynowej, Adama Trzcionki z obcinaniem krawata, czy moje z nawiązanie do „Damy z łasiczką”.

Niestety, wrażenie po przeczytaniu artykułu jest takie, że ważniejsze od pokazania często wielowątkowej prawdy o współczesnej fotografii ślubnej jest odkrywanie przed czytelnikiem świata dziwacznych pomysłów biznesu okołoślubnego.

Szkoda, ale jako że tematy ślubne, zwłaszcza w okresie letnim, bardzo żywo wszystkich interesują, mam nadzieję, że będzie jeszcze niejedna okazja do pogłębienia tematu.

Czego Gazecie, Czytelnikom, wszystkim fotografom ślubnym i sobie życzę.

Anna Kalina Ciesielska

wolne miejsce na warsztatach 4-5 maja, Warszawa niedziela, maj 2nd, 2010

Zwolniło się 1 miejsce, chętnych prosimy o szybki kontakt telefoniczny (605 236 910 adam ; 506 52 53 54 kalina) lub przez formularz zgłoszeniowy
Do zobaczenia:)

przydatne linki

formularz zgłoszeniowy
ogólne informacje o warsztatach i plakaty warsztatowe
forum repoglamour
dokładny program warsztatów (acz zastrzegamy sobie prawo zmiany kolejności poszczególnych bloków programu)

Strona 1 z 3123